Życiem rządzi przypadek.  Nie inaczej było w przypadku naszej adopcji Fuksa. Wszystko zaczęło się latem 2014 roku, kiedy to Paulina z Fundacji Sfora Husky zaczęła spotykać się na wspólne bieganie z grupką dziewczyn z  „Kobiety Biegają” i właśnie wtedy zauroczyły nas cudowne zdjęcia psów, z którymi biegaczki odbywały swój cotygodniowy trening.

Później okazało się, że w ramach ogólnopolskiej akcji „Bieg na 6 łap” można przyjeżdżać bezpośrednio do siedziby Fundacji, zabierać ze sobą psy i biegać po malowniczych terenach wokół jeziora Kiekrz pod Poznaniem.  Korzystając z wakacji, jeździliśmy więc na treningi co tydzień. I co tu dużo mówić, psy skradły nam serce. Pomimo że za każdym razem biegaliśmy z innym towarzyszem (psy zazwyczaj były w Fundacji na krótko, bo dzięki Paulinie szybko trafiały do nowych domów), każdy z nich miał wyjątkowy charakter i sprawiał, że zakochiwaliśmy się w tej rasie coraz bardziej. Wtedy jeszcze nie myśleliśmy o adopcji.

Dopiero na początku 2015 roku zaczęliśmy zastanawiać się na poważnie nad adopcją psa rasy husky, ale wiedząc, że opieka nad nim będzie wymagała czasu i uwagi, postanowiliśmy, że zaczekamy z tym do wakacji. W międzyczasie intensywnie dokształciliśmy się czytając książki i artykuły o specyfice ras północnych.

 Husky to wyjątkowe psy, ale trzeba rozumieć ich charakter, by móc być dla nich dobrym opiekunem.  To właśnie przez swoją nieokiełznaną naturę tak często kończą w schroniskowych boksach…

Życie jednak,  jak wiadomo, pisze zaskakujące scenariusze. W połowie lutego Paulina skontaktowała się z nami mówiąc, że ma psa, który idealnie by do nas pasował – Fuksa. Nieco starszy, ułożony, wychowany w mieszkaniu, zachowujący czystość i przyzwyczajony do zostawania podczas nieobecności właścicieli. Od razu pojechaliśmy do Fundacji zobaczyć ten psi ideał. Okazało się, że wrócił do Pauliny po kilkumiesięcznej nieudanej adopcji, był wycofany, przestraszony, z podkulonym ogonem… Nie mieliśmy żadnych wątpliwości, że zasługuje na dom. Po kilku dniach wróciliśmy, żeby podpisać umowę adopcyjną i zabrać psiaka do domu.

Fuks - historia adoptowanego psa husky

Oczywiście towarzyszyło nam mnóstwo obaw i wątpliwości dotyczących tego, czy Fuks nie będzie wobec nas agresywny, czy nie zniszczy nam mieszkania, czy nie jest chory, czy będziemy potrafili zapewnić mu odpowiednią dawkę ruchu i oczywiście, czy po tygodniu nie utoniemy w psiej sierści. Tutaj wielkie podziękowania należą się Paulinie, która spokojnie i cierpliwie odpowiadała na wszystkie nasze pytania i systematycznie rozwiewała wątpliwości. Na tym właśnie polegają zalety adopcji psa z Fundacji – jej wolontariusze traktują każdego psa indywidualnie i martwią się o jego dalsze losy. Fundacyjne psy to nie „przedmioty”, których ktoś chce się pozbyć dla świętego spokoju lub dla pieniędzy, lecz członkowie wielkiej psio-ludzkiej rodziny. Dlatego wolontariusze zapewniają nowym właścicielom maksimum komfortu psychicznego i pomoc w trudnych sytuacjach.

Pierwsze dni z pewnością nie należały do najłatwiejszych. Na szczęście wzięliśmy kilka dni wolnego, żeby móc poświęcić psu więcej czasu i uwagi. Od samego początku były problemy z komunikacją.

Jak doskonale widać na zdjęciach, Fuks „mówi” w swoim psim języku – piszczy, mruczy, szczeka, zawodzi i wydaje tysiąc innych odgłosów, z których każdy ma swoje znaczenie („chcę jeść, chcę spać, chcę na spacer, obudź się, głaskaj po brzuchu, nie dotykaj, zwróć na mnie uwagę” itd.) Opanowanie tego skomplikowanego systemu porozumiewania się zajęło nam kilka dobrych miesięcy.

Nie obyło się bez bójek na wybiegu („labrador i buldog to śmiertelni wrogowie, z resztą mogę się pobawić, ale na moich zasadach”). Okazało się również, że Fuks nigdy wcześniej nie biegał, miał słabą kondycję, a przy szybszej przebieżce tylne łapy uciekały mu na boki w przekomiczny sposób. Wszystko to udało się opanować w przeciągu kilku tygodni.

Fuks - wybieg dla psów

Musieliśmy się nauczyć ulubionych zabaw ( „patyka nie rozumiem, ciągania sznura nie rozumiem, ale za piłeczkę zrobię wszystko!”) i oczywiście ustalić zasady panujące w domu (nie wolno podkradać jedzenia z blatu w kuchni ani wchodzić na łóżko). Po tym okresie wzajemnego uczenia się siebie i docierania, mogliśmy cieszyć się towarzystwem cudownego, przyjaznego psiaka, ogromnego pieszczocha, ale i zapalonego biegacza, który pod naszą nieobecność śpi i grzecznie czeka na nasz powrót, a po powrocie przeistacza się w wulkan psiej pozytywnej energii.

🐺Wnioski płynące z tej historii są proste i zostały sformułowane już setki razy- najukochańsze i najbardziej wdzięczne psy to te, którym daliśmy szansę na dom poprzez adopcję.❤️🏠

Adopcję natomiast najlepiej zorganizować poprzez fundację (w naszym przypadku mogliśmy i nadal możemy liczyć na ogromne wsparcie de strony Fundacja Ochrony Zwierząt Sfora Husky). Ostatni wniosek jest równie banalny jak poprzednie – trzeba dać sobie dużo czasu i uzbroić się w cierpliwość, ale i ciekawość, by móc zrozumieć psa, który trafia pod nasz dach. Za każdą poświęconą na budowanie relacji chwilę, zwierzak odpłaci nam po stokroć swoim przywiązaniem.

 

FUKS – historia adopcji psa rasy husky
5 (100%) 3 votes